Nie paliłem się specjalnie do wizyty na Confiturze, czyli dawnej Javarsovii po rebrandingu, głównie ze względu na to, że zwyczajnie nie przepadam za Javą. Ktoś tam jednak namawiał, ktoś inny wspomniał, że będzie nie tylko Java, i w końcu – come on, konferencja za darmo, co szkodzi spróbować. Nie szkodziło, osobiście jestem zadowolony. Poniżej moja krótka recenzja z punktu widzenia nie-javowca ale za to programisty, który z chęcią dowie się czegoś więcej o technologiach, na których opiera się spory kawałek świata IT.
O samej konferencji
Pomijam fakt, że dla człowieka, który w maju/czerwcu przez playoffy i finały NBA żyje czasem Eastern Time godzina 8:30, będąca godziną rozpoczęcia rejestracji na konferencji, to zwyczajnie środek nocy. Po nieziemskich bojach z własnym sobą udało mi się jednak dotrzeć w takiej czy innej formie do punktu docelowego.
Pierwsze co mnie zaskoczyło – właściwie nie musiałem szukać owej Bobrowieckiej, zwyczajnie podążyłem za tłumem, naprawdę sporym! Widziałem informacje, że zarejestrowało się 900 osób, ale nie sądziłem, że faktycznie tyle przyjdzie (wiadomo, confa za free, zarejestruje się co mi tam, a potem w piątek wieczór „ZOMG, to jutro? 8:30? Chyba was coś…”). Około 750 osób, które faktycznie były na konferencji dało do myślenia. Głównie w kwestiach tego, co będzie działo się na schodach podczas przerw, ale dało. Poczęstunek na dzień dobry, podstawowy pakunek z materiałami (koszulka w sam raz na tshirt do grania w basket), smycz z plakietką dzięki której czujesz się prawie jak wszystkomogący. Jak na konfę bez opłat, full respect dla organizatorów. Na darmowy lunch dla biednych studentów uczestników pieniędzy już nie starczyło, ale nie ma co przesadzać – poza tym 20 zł to nie tak dużo, można się skusić. Wróć. Po zobaczeniu tego, co było serwowane, szybki podjazd do Sadyby na lunch okazał się obowiązkowy.
O organizacji jeszcze trochę na końcu, teraz coś konkretniejszego.
Wykłady, czyli „starczy nudnego gadania, przejdźmy do konkretów”
Nie, serio. Ja rozumiem, prelegenci czuli potrzebę zwrócenia uwagi słuchających po ich zdaniem nudnych częściach, ale to już było… nudne. Każdy chyba spodziewa się teoretycznego wprowadzenia na prezentacji, niezależnie od tego o czym ona jest. Czasami zdarzają się wyjątki, np. szybki pokaz możliwości jakiegoś nowego, super hiper wypasionego frameworka, a dopiero potem ich omawianie – ale zwykle teoria poprzedza praktykę. I jeśli teoria jest na ciekawy temat, do tego przedstawiona bez zbytniego rozwodzenia się i dukania definicji z wikipedii, to jest git. Chcieliśmy o tym posłuchać, posłuchaliśmy, teraz chcemy zobaczyć jak to działa w praktyce, bo to _wcale_ nie było nudne. Jeśli było, to zwykle część praktyczna wiele prelegenta nie ratuje. Anyway, takie wstawki można sobie darować.
Po tej krótkiej odzie do mówiących wypadałoby coś wspomnieć o właściwych prezentacjach.
Gil Tene - KeyNote – WorldIT Systems – The Application Memory Wall and keeping up with Moore’s law
Miałem wrażenie, że Gil był wyraźnie zdziwiony reakcjami polskiej widowni na sali, kiedy zadawał pytania, m.in. to o Heap Size. Oczekiwał chyba trochę większej ilości doświadczonych Javowców po wielu wdrożeniach na złożonych klastrach, podczas gdy moim zdaniem na sali przeważali młodzi entuzjaści programowania w Javie i nie tylko, którzy jednak raczej nie mieli do czynienia z dużymi (od strony wdrożeniowej) projektami (bez urazy ofc, sam takim się definiuję). To momentami zbijało Gila z tropu, ale specjalnie nie dawał po sobie tego poznać – może dlatego, że ze swoją monotonnością sunął jak czołg na biegu redukcyjnym i tylko porządna artyleria mogłaby (być może) wytrącić go z równowagi. Jego temat był dla mnie ciekawy (chociaż nie wiem, czy dla uczestników będących Javowcami od zarania dziejów gadanie o GC już się nie przejadło), wysłuchałem do końca. Podejście trochę amerykańskie, czyli hardware is cheap – jeśli aplikacji brakuje pamięci, to dorzucamy pamięci… znam paru adminów, którzy za takie podejście najchętniej zrzucaliby na programistów napalm.
Podsumowując – KeyNote ambitny, forma zabijała każdego kto na poczęstunku nie wypił 4 kubków kawy, sprytnie (lub nie) przemycona reklama własnego produktu. Ujdzie.
Łukasz Kuczera – Scala – the next Java ?
Nie przepadam za javą z różnych powodów (trauma z dzieciństwa… no nie, to nie to, ale jest ich kilka). Kiedy jakiś czas temu zobaczyłem przykładowy kod Scali, stwierdziłem: jeśli JVM, to tylko to. Nie miałem jednak nigdy czasu, by zagłębić się w temat i napisać coś konkretnego w tej funkcyjno-obiektowej hybrydzie. Potrzebowałem nakręcenia, dobrego wstępu, który popchnie mnie ku wiecznej radości z korzystania ze Scali.
To nie było to. Łukasz przedstawił jakieś podstawowe elementy składni, ale osobiście oczekiwałem czegoś więcej – słowa o aktorach i jakiegoś ciekawego przykładu, więcej przykładów zastosowań funkcyjnych, co jeszcze – sam nie wiem. Widać było, że Łukasz posiada dużą wiedzę na temat samego języka jak i dedykowanego mu frameworka Lift, w dodatku chciał się nią podzielić. Szkoda, że nie w pełni się udało.
Marek Goldmann – TorqueBox – moc Javy, piękno Rubiego
Bez bicia przyznaję się, że poszedłem na tą prezentację nieprzygotowany. Nie miałem bladego pojecia co to TorqueBox ani z czym to się je. Niespodzianka w sumie wyszła na plus, Marek zareklamował trochę JBoss AS 7 i było widać, że ta wersja ma niezłe osiągi. Pokazał, jak przy pomocy TorqueBoksa odpalić Railsy na tym serwerze, pokazał tego zalety (i faktycznie było ich parę). Nie udało się w czasie prezentacji przeprowadzić pełnego demo, nie załapałem się na nie potem, a szkoda (chyba da radę to odrobić, bo Marek wrzucił je do sieci).
Tomasz Kopacz – Quo Vadis IT
Wow. Ale serio, WOW. Być może osoby, które już wcześniej bywały na prezentacjach p. Tomasza (a po zawartości historii PowerPointa stwierdzam, że trochę ich przeprowadził) były oswojone z jego stylem i przekazem, ale ja zdecydowanie nie byłem. Ani temat, ani prelegent rodem z MS nie wróżył dla mnie niczego ciekawego, ale siłą zaciągnięty, zasiadłem w Marmoladzie.
I bum. TAAAAKA bomba. Nie wiedziałem, skąd spodziewać się następnego uderzenia. p. Tomasz rozjechał mnie swoim stylem, szybkością (która w połączeniu z jego formą przekazu robiła mocno na plus), treścią, porównaniami. Jedynie „na sam koniec jeszcze temat” powtarzane jak mantra przez jakieś dobre 30 minut spowodowało, że wróciłem na ziemię
. Ciężko właściwie powiedzieć, o czym była prezentacja – wiele się na niej działo. Ale zdecydowanie na plus, i to duży.
A więc, „podsumowując to co podsumowałem” – Jak dla mnie najlepsza prezentacja dnia.
Paweł Lipiński – Re-fuck-toryzacja czyli sprowadzanie sp****go kodu na właściwe tory.
Bardzo krótko – spóźniony po obiedzie dotarłem, posiedziałem, stwierdziłem – nie, tutorial do eclipse’a może innym razem i wyszedłem. Chociaż nie powiem, prelegent charyzmą bił wszystkich – szkoda, że straż miejska ukradła mu show
. Trzeba było iść na NoSQLa, tam przynajmniej podobno był dobry flamewar
.
Wojciech Erbetowski – Play!Framework – ewolucja w świecie aplikacji webowych
Wojtek został trochę zjechany za użycie gotowego screencasta we wstępie teoretycznym. Jak dla mnie nic strasznego, chciał przybliżyć osobom nie mającym wcześniej do czynienia z Railsami czy z Symfony czym jest framework oparty o routes i akcje, screecast spełnił rolę. Właściwa część prezentacji w postaci fajnej mapy tematów, które Wojtek przybliżył, była świetna – być może Play framework przekona mnie do Javy
.
Piotr Przybylak – Pisz po pijaku, przeglądaj na trzeźwo
Ostatnia prezentacja tego dnia dla mnie, okazała się genialnym wyborem. Piotr najpierw przełamał pierwsze lody wyjmując 6pak na stół, następnie miał już całą publikę po paru pierwszych slajdach. Opowiedział o treningu mózgu trochę z innej strony, którą w sumie poznałem już z praktyki
– teraz doszło do tego sensowne podłoże teoretyczne.
Bardzo dobrze poprowadzona, ciekawa, zabawna ale i merytoryczna prezentacja. Piotrek jest naprawdę świetnym prelegentem.
Nie rozpisywałem się na temat szczegółów każdego z wykładów. Jak zrozumiałem, każdy z nich zostanie umieszczony w postaci zapisu video online (nie wiem jak ze slajdami z prezentacji, ale to już bardziej w gestii prelegenta).
Podsumowanie – i ciut jeszcze o organizacji
Świetnie by było, gdyby konferencja została rozbita na dwa dni, i zamiast równoległych 4 ścieżek były dwie – czasami człowiek naprawdę miał ochotę się rozdwoić. Zdaję sobie jednak sprawę z ogromu kosztów takiej imprezy, nie wspominając już o czasie, który na to trzeba poświęcić. Jestem więc pełen uznania dla organizatorów, za to, że udało im się okiełznać ten rozjuszony, rządny wiedzy tłum, i że udało im się być w tak wielu miejscach naraz
. Jedyny minus to problem z Wifi, która nie działała do końca jak trzeba – Wifi „Confitura” odmawiała przydzielania adresu IP (pula adresów DHCP była za mała? tak to wyglądało). Na szczęście była druga sieć, która ratowała sytuację – ciekawe, ile byłoby tweetów, gdyby wszystkie sieci działały na pełnych obrotach.
A właśnie, Twitter. Niezastąpiona rzecz w takich konferencjach, kiedy człowiek siedzi w sali i zastanawia się, czy w tej sali obok przypadkiem nie dzieje się coś ciekawszego
.
Podsumowując, wrażenia jak najbardziej pozytywne, i zdecydowanie do zobaczenia za rok, oby na stadionie narodowym
.







Też uważam, że wykład Kopacza był najlepszy, ale tego można by się spodziewać po prelegencie. Czekam na PDFa z prezentacją. Miejsce miłe, tematy ciekawe, organizacja dobra, ale brakowało mi wydrukowanych dokładniejszych opisów prezentacji – aby poza tytułem można się było zapoznać bliżej o czym będzie wykład. Rozczarowany też jestem jedzieniem, gdybym wiedział, że za 20 zł dostaniemy kanapkę z kawałkiem sałatki i cienką zupą to bym wziął kanapki z domu.
Muszę zobaczyć, gdzie Tomasz Kopacz ma następną prezentację i zdecydowanie się tam wybrać
.
Słuszna uwaga z tymi opisami prezentacji, szczególnie że czasu było mało, wszystko mocno napięte i człowiek nie miał się kiedy zastanowić na co pójść – tak przynajmniej można by było zajrzeć do ściągawki.
Panowie! C’mon! Na stronie Confitury od miesiąca wisiały abstrakty prezentacji. Moglibyście jednak sobie wcześniej to przejrzeć
Też jestem zdania, że wykład Pana Kopacza był najlepszy. Reszcie wykładów brakowało swobody czasu. Na przykład prezentacja o bezpieczeństwie w 45 minut raczej nie miała prawa się udać..